03.05.2008 :: 21:56 | Link | Komentuj (33)
Unsere Damen und Herren! Dziś nadajemy z ziemi germańskiej. Jak wiadomo Dudek stał się już nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu. Prawdopodbnie po jej wyjeździe Niemcy znikną z map Europy. Tarnuch zaś został wydelegowany na Zachód, aby....sprawdzić jak smakuje sławetne Streuselschnecke. Z jej raportu wynika, że owa bułeczka jest smakowa. ;) Misja została zakończona sukcesem.
Kontrola czystości i jakości Dudka również wypadła pozytywnie. Tarnuch zgłębił nawet tajemnicę chronicznego dudkowego leserstwa! Mało tego! Ów stan zaczął i jej się udzielać. Czas w Goerlitz płynie zupełnie inaczej - tu wszyscy zachowują się tak, jakby mieli dziekanki. W mieście nie brakuje dziwaków i ekscentryków, więc summa summarum człowiek czuje się jak w domu! ;))) Aż żal, że nie możemy Was tu, Kochani, ugościć! Miejsc stworzonych wprost na zajebiaszcze biby jest tu jak mrówków! Mrówki też som. Te czerwone dewianty wgryzają się w newralgiczne miejsca ciała...Auuułć.
A tak gwoli ścisłości, to Dudek mieszka w byłym więzieniu! Jego cela jest dość ascetyczna, lecz nie służy umartwianiu się. Wręcz przeciwnie! Regionalne wyroby ciekłe przywiezione jak dary z tej ziemi ojczystej włączyły się błyskawicznie w nasze krwiobiegi. No ale to nie wina taniego wina, że jest. ;)))
Nasza majówka w Niemczech obfitowała również w doznania mistyczne. Dowiedziałyśmy się na przykład, że jest tylko jeden bóg: Jakob Boehme! Ta persona nie opuszczała nas ani na krok! Miasto doszczętnie przesiąkło jego twórczością! Każdy najmniejszy kamyczek (te miękkie też ;) ) nosi jego imię! Na każdym kroku czyhało jego popiersie, powietrze było wręcz gęste od woni jego perfum, a wino miało jego smak. Mein Gott!
Tarnuch lekko zmodyfikował swój plan pięcioletni. W tym momencie do jej priorytetów należy intensywny kurs języka niemieckiego oraz studia z zakresu ochrony środowiska. Mimo że leci na Goerlitz, to jednak prędzej szczeźnie niż pozwoli tej bandzie barbarzyńców tak marnować wodę! Kochani, na każdym kroku z jakichś dziwnych zbiorników wylewają się tu kubiki wody! Dudek nazywa je "fontannami", ale Tarnuch i tak jej nie wierzy! Jasne! Tak samo wkręcała ją, że tutejsze place zabaw są wyłącznie dla dzieci. Tymczasem na jednym z nich rozbisurmaniłyśmy się nieprzeciętnie. Takiego funu nie miałyśmy od sprzed wojny! :DDD
Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Tarnuch już dziś opuszcza tą Arkadię i jedzie nazad do Polszy, aby realizować swoje wyżej opisane postanowienia. A Dudek? Ten beztroski włóczykij będzie się skutecznie opierniczał jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie, a następnie rozpocznie kolejny etap swej wędrówki.Dokąd? Kiedy? Po co? To może wiedzieć tylko sam Jakob Boehme!!! ;)))
C.D.N.
19.03.2008 :: 19:06 | Link | Komentuj (31)
Kochani, miałyśmy dzisiaj hiperambitny plan sklecenia nowej notki.
Było już wszystko: Dudek, Tarnuch i sklecacz... Już byłyśmy w ogródku, już witałyśmy się ze sklecaczem, aż tu nagle...BACH! Odechciało nam się!
Shit happens.
04.02.2008 :: 00:27 | Link | Komentuj (57)
Właśnie odkryłyśmy nasze życiowe powołanie: zajmiemy się profesjonalną organizacją imprez masowych. To była już nasza trzecia impreza z cyklu "Pożegnaj Dudka" i musimy nieskromnie przyznać, że jak do tej pory najlepsza. Nie wiemy jak bawili się nasi goście, ale my wyhulałyśmy się na całego. Nie chcemy żebyście pomyśleli, że jesteśmy nałogowymi biboszkami. Owszem, lubimy rąbnąć sobie czasem płynną stal w gardziel, ale to że prawie każda notka dotyczy naszych libacji to czysty przypadek! Słowo harcerza! :)
Tym razem Godzilla nie przeszkodziła nam w naszych swawolach. Wystrychnęłyśmy ją na dudka i wynajęłyśmy akademikową salę w Grzesiu. Do ostatniej chwili roztrzygało się "być albo nie być" tej imprezy. Miniony tydzień obfitował w egzaminy,zaliczenia i inne pierdoły, które skutecznie pozbawiały nas pędu życiowego. Inni pewnie by wymiękli przy takim tempie! Ale nie takie heroiny jak MY! Jesteśmy w stanie zrezygnować z wielu naszych potrzeb fizjoloficznych: ze snu, z jedzenia, z mycia uszu...Ale z Was, Kochani, nie zrezygnowałybyśmy nigdy!
Trudno oszacować ile jednostek przypełzło na ów bibę. Jedno jest pewne: 30% imprezowej populacji widziałyśmy na oczy pierwszy raz! Ale co będziemy ludziom przykrość robić i ich wyganiać? Chcieli nas zobaczyć, to niech mają! A co! ;)
Nasi znajomi oczywiście nie skrewili. Jak zwykle świetnie bawiłyśmy się w ich towarzystwie. Nie dość że oddawałyśmy się wraz z nimi niesfornym harcom, to jeszcze pomogli sprzątać, przynieśli sprzęt grający, suchy i mokry prowiant... Czy już kiedyś wspominałyśmy, że ubóstwiamy naszych niezastąpionych kamratów? :)
No ale może przejdźmy do meritum sprawy. W ostatniej notce obiecałyśmy, że wyjaśnimy tajemniczy przypadek dezercji Dudka. Kochani, to niestety żaden żart tynfa wart!Oj nie...To brutalna rzeczywistość. Już za pięć dób Duduś opuści naszą przytulną Puławszczyznę i osieroci Tarnucha i Antka! Ba! Po ostatniej imprezie okazuje się, że osieroci pół Lublina! Ale niech jedzie i głosi POLSKIE SŁOWO za granicą! Niechaj pomści naszych przodków i spolonizuje całą Germanię!
Niestety ta szczytna dudkowa misja niesie ze sobą też przykre konsekwencje. Kochani, w tym momencie poprosimy Was o minutę ciszy...Panie niech zdejmą kapelusze, Panowie całą resztę...Działalność naszego bloga zostanie zawieszona do odwołania! :(:(:( Wiemy, wiemy! Cierpimy razem z Wami! Ale co można było zrobić? Nic! Pozostaje nam tylko nadzieja, że Duduś wróci tu za rok, a wtedy rozpoczniemy kolejny, jeszcze lepszy rozdział w naszym życiu! A wtedy "(...)ciepłem rąk uleczymy nasze paranoje. A potem razem pójdziemy uleczyc cały świat!"
Dziękujemy Wam! :*
18.01.2008 :: 22:28 | Link | Komentuj (11)
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak zarobić 200 zł w ciągu 5 minut? Przepis jest bardzo prosty: zaproście ok. 40 osób do swojej kwatery, dodajcie 40 litrów płynnego chmielu, kilka łyżek miodu i szczyptę dobrej muzyki. Następnie intensywnie wymieszajcie wszystkie składniki mikstury dodając co jakiś czas kilka kropel jadu Godzilli z pierwszego! Wybełtaną masę odstawić do godziny 22.10, a następnie dać dwóm pieskom na pożarcie…
Tak nasi Kochani, nasza ostatnia impreza na Puławskiej nie mogła przejść bez echa. Popularność słono kosztuje i dlatego tym razem nie obyło się bez uiszczenia dziesięciny (a właściwie dwieścieciny). Na szczęście my myślimy futurologicznie i zapraszamy tylko wypłacalne jednostki. W oka mgnieniu zebrałyśmy pożądaną kwotę. Wszak atak furii wywołany u Godzilli bezcenny! – za całą resztę zapłacisz kartą Mastercard!
Tradycyjnie gościli u nas delegaci z trzech najlepszych polskich uczelni. Takich błyskotliwych wesołków ze świecą szukać. Na naszym sympozjum dyskutowano w wielu językach (polskim, niemieckim, angielskim, armeńskim i bengali. Wklejano również inne niezrozumiałe i nieartykułowane dźwięki) jak przystało na typowy mityng o charakterze europejskim. Cieszymy się, że tak wybitne osobistości tłumnie zagościły w naszych skromnych progach i żałujemy, że nie możemy zapraszać ich częściej! Prawdopodobnie była to nasza ostatnia puławska impreza na tak wielką skalę. To nasze szaleństwo było spowodowane chęcią pożegnania Dudka, który już niedługo zdezerteruje z tego pobojowiska. Co? Gdzie? Jak? Dlaczego? Z kim? O tym już w następnym odcinku…
OGŁOSZENIA DROBNE: Sympatyczne osoby, które pozostawiły w naszym mieszkaniu następujące gadżety:
- niebiesko-szary tornister
- granatową męską bieliznę
- iPoda
- dezodorant w sprayu (efekt AXE – wrrrau!)
- samotną-kiedyś-białą rękawiczkę
- 5 paczek chipsów cebulowych
- kajdanki obszyte różowym futerkiem (wrrrau, wrrrau!),
proszone są o jak najszybszy odbiór powyższych babilotów.
05.01.2008 :: 23:29 | Link | Komentuj (7)
I stało się. Kolejny rok za nami. Nie będziemy jednak roztrząsać tego, co było. Skupmy się lepiej na tym co nas czeka w przeciągu najbliższych dwunastu miesięcy….Przed Państwem HOROSKOP na ROK 2008!!!
BARAN (21.03. – 19.04.)
Ten rok to Twoja szansa w życiu zawodowym! Nie będzie powodów, aby śpiewać baranim głosem, gdyż Gwiazda Zaranna ześle Ci prawdziwy róg obfitości! Już podczas świąt Wielkanocnych będziesz miał swoje 5 minut. Powinieneś wykorzystać tą okazję i udowodnić innym, że z Ciebie nie byle cap! W miłości mała bessa…Ino czarna owca będzie na Ciebie ostrzyć swoje raciczki.
Rada roku: Zainwestuj w Nizoral. Wszak o złote runo czeba dbać!:)
BYK (20.04 – 20.05)
W tym roku gwiazdy nie przewidują żadnych okazji do byczenia się! Tysiące spraw, miliony załatwień, niezliczone obowiązki sprawią, że nim się obejrzysz, już będziesz balował na kolejnym sylwestrze. Tylko nie zapomnij włożyć wtedy czerwonego wdzianka – a nóż przystojny (-a) torreador (-ka) złapie Cię za roga.
Rada roku: Nie szczędź grosza na Red Bulla! Będziesz potrzebował skrzydeł!:)
BLIŹNIĘTA (21.05. – 21.06.)
Wiele osób zacznie podejrzewać Cię o prowadzenie podwójnego życia! W sumie to nic dziwnego, gdyż czeka Cię pracowity rok! Niewykluczone, że będziesz musiał się dwoić, a nawet troić, aby wszystkiemu podołać. Prawdopodobnie będziesz żyć na walizkach. Czekają Cię niebotyczne wydatki na bilety lotnicze. Merkury i Jowisz ustawią się w jednej linii tworząc korzystną dla Ciebie konstelację w sferze życia uczuciowego – możliwy romans z poezją.
Rada roku: Uważaj, na ciążę mnogą!:)
RAK (22.06 – 22.07)
Ten rok dobrze rakuje. W Twoim życiu zawodowym korzystne zmiany. Co prawda jeszcze raczkujesz w swojej branży, ale przy odrobinie szczęścia i sprytu masz szansę zdystansować rywali i pokazać im, gdzie raki zimują! W miłości okazja na spełnienie nadziei – pod koniec roku spotkasz swoją złotą rybkę.
Rada roku: Kanikuły będą gorące. Tylko nie spiecz raka!:)
LEW (23.07 – 22.08)
Lwia część roku raczej nie przyniesie ożywienia w Twoim życiu. Nie będziesz królował ani w sferze zawodowej, ani też w osobistej. Impas twórczy zawładnie całym Twoim jestestwem, a Twa grzywa prawdopodobnie skołtunieje. Ale już pod koniec roku przestaniesz gonić w piętkę, bo obudzi się w Tobie prawdziwy lew salonowy. Jest możliwość upolowania nie jednej antylopki.
Rada roku: Tylko się nie rozrycz!:)
PANNA (23.08.-22.09)
W tym roku każda panna będzie miała szansę zmienić swój stan cywilny. Jedni staną na ślubnym kobiercu, a drudzy za amboną…(też w sukience zresztą). Ci pierwsi będą musieli nieco zacisnąć pasa, coby uciułać grosza na posag. A Ci drudzy nie - od tego będą mieli wiernych parafian. Tak czy siak Twój wianek zniknie jak kamfora.
Rada roku: Nie daj się wykrzaczyć!:)
WAGA (23.09. – 22.10.)
To będzie tłusty rok! Możesz przybrać sporo na wadze, ale nie będziesz zaprzątał sobie tym głowy. Ty w tym roku położysz wszystko na jednej szali, i to rodzina będzie dla Ciebie najważniejsza. W drugiej połowie roku zdobędziesz się na odwagę, aby rozkręcić swój własny biznes. Najprawdopodobniej będziesz sprzedawał zachodnią odzież na wagę!
Rada roku: Nie podważaj naszego zdania!:)
SKORPION (23.10. – 21. 11.)
W pierwszym kwartale roku będziesz tryskał jadem na wszystkie strony. Jednak pod tym chitynowym, brunatnym pancerzem będzie się krył prawdziwy mięczak. Pokaż wszystkim swoje prawdziwe, wrażliwe, liryczne JA. W przeciwnym razie Klątwa Skorpiona nie opuści Cię aż do końca roku.
Rada roku: Uważaj na wykrzaczającą się Pannę!:)
STRZELEC (22.11. – 21.12.)
Rok minie jak z bata strzelił! Te dwanaście miesięcy okaże się jednym wielkim pentatlonem, ale Ty z pewnością staniesz na podium z wieńcem laurowym. Tylko nie pomyl go z wieńcem Panny (patrz -> Panna). Pod koniec roku strzeli Ci do głowy szalony pomysł. Nie daj się zwieść pozorom, bo to nie będzie strzał w dziesiątkę!
Rada roku: Tere-fere kuku, strzela baba z łuku. Budź czujny!:)
KOZIOROŻEC (22.12. – 19.01.)
W tym roku nie zgrywaj ważniaka, bo może się okazać, że znasz się na rzeczy, tak jak koza na pieprzu. A Ty przecież nawet nie wiesz, gdzie pieprz rośnie. Wiesz? Gwiazdy Hollywoodu ustawią się w zygzakowatej linii gwarantując Ci częste publikacje na Twój temat na Pudelku. Jeżeli będziesz umiał się wylansować, to usłyszą o Tobie nawet za graaaanicą!
Rada roku: Nie daj się zapędzić w kozi róg.:)
WODNIK (22.01. – 18.02.)
Nie czekaj na Erę Wodnika. Bierz się za sieć już dziś! Wszak Internet jest wszędzie, a Ty masz szansę wygrać konkurs na największą ilość znajomych na Naszej-Klasie. Jeśli utrzymasz się na fali, będziesz miał okazję spotkać samego Davida Hasselhoffa, który podpowie Ci jak zostać prawdziwym bohaterem!
Rada roku: Zainwestuj w czerwone gatki i czepek. :)
RYBY (19.02.-20.03)
Rybko, nie chcemy Cię martwić, ale w tym roku w Twoim jeziorku będzie coraz mniej ikry. Twój plankton zacznie się niepokojąco przerzedzać, a wszystkie grube ryby wyjadą z miasta. Ale nie frasuj się zbytnio – w pojedynkę stanowisz kuszącą przynętę dla płci przeciwnej. Syriusz gwarantuje Ci interesującą znajomość z kimś spod znaku Raka. W końcu na bezrybiu i rak ryba!
Rada roku: Uważaj, żeby Cię nie zapuszkowali!:)
03.12.2007 :: 21:40 | Link | Komentuj (16)
Każdy ma swojego bohatera! Jedni podziwiają Konana Niszczyciela, inni ślepo wpatrują się w Kapitana Planetę, jeszcze innych inspiruje Yataman i Baltazar Gąbka! Na naszym piedestale od lat stoi i pręży się jeden adonis. Nie powinno to być dla Was żadnym zaskoczeniem, gdyż postać ta przewijała się w naszych notkach nie raz, nie dwa… (bo trzy razy!)
Ladies and Gentleman… Madame et Monsieur…meine Damen und Herren… Przed Wami sam David Hasselhoff!!!
Już od kołyski wiedziałyśmy, że David pełni w naszym życiu nietuzinkową rolę. Jednakże dopiero kilka dni temu, goszcząc na recitalu kabaretu SMILE, nabrałyśmy stuprocentowej pewności, że jest on tym jedynym. Kochani, na desce Chatki Żaka wystąpiło gościnnie nasze bóstwo! Jaką on miał ujmującą fizjonomię! Ba! Całą resztę też miał ujmującą! I to nie tylko my byłyśmy nim zachwycone! Cała żeńska część populacji ściągała wręcz majtki przez głowę! :) Gigi La Trottola byłby w siódmym niebie! :)
Ustalmy jedno: David jest naszym numerem jeden! Zaraz po nim plasuje się gibki i chybki Jaś Travolta! Później długo, długo, dłuuuuuugo nikt. A następnie oni! Tył – Chłopcy – Ulica (po ang. Backstreet Boys!). Takich pierogów jak ich to my jeszcze nigdy nie widziałyśmy!!! Aż żal ściskał za żołądek, że nie mogłyśmy ich skonsumować! :)
Ach….Tak właśnie wyglądał nasz najcudowniejszy, najśmieszniejszy, najbardziej ekscytujący dzień w....ubiegłym tygodniu!;) Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że odbiór powyższej notki może sprawić niektórym z Was problem…Ale to już nie nasza wina, że macie luki w wiadomościach kulturalnych! Na szczęście wszystko da się nadrobić! Na UŚMIECH nigdy nie jest za późno! :D:D:D
30.10.2007 :: 22:12 | Link | Komentuj (11)
W trosce o nasz przyszły elektorat (patrz notka niżej) postanowiłyśmy zorganizować skromny wiec przedwyborczy. Oj, taka tam skromna bibka z kiełbasą wyborczą w tle. Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu przybyło więcej ślepo wpatrzonych w nas albigensów, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że polityka to nasza predestynacja.
Gdyby tego było mało, to ów mityng miał wymiar międzynarodowy, o czym świadczy obecność austriackiego mameluka. W związku z powyższym pozwolimy sobie dodać kolejny punkt do programu wyborczego PiPa, a mianowicie utworzenie Unii Polsko-Austriackiej w roku 2015 i 1/3.
Na gali pojawili się ludzie z różnych środowisk akademickich. Najlepsze uczelnie lubelskie miały okazję wejść w szranki o nasze względy. Wiadomo, każdy chciał zostać naszym członkiem… ;) Najlepszym katalizatorem procesu mediacyjnego okazała się złota ambrozja importowana wprost z Jowisza. Tu chciałybyśmy złożyć gorące podziękowania Pani Producentce i jednocześnie zaprosić do ścisłej współpracy z naszą partią. Dzięki temu mogłybyśmy dopisać do listy schorzeń refundowanych przez NFZ kolejną chorobę zakaźną. Będzie to przypadłość konkurencyjna dla wszystkich filipińskich wirusów.
Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej było w przypadku tego boskiego nektaru. W dodatku rozochocony Dudek z zaburzonymi praksjami zamiast polewać, rozlewał trunek wszędzie tylko nie do kieliszka. Na szczęście oszczędny Antek nie pozwolił, aby choć jedna kropla umknęła przed jej kubkami językowymi i dzielnie zlizywał wszystko z podłogi, na co mamy niezaprzeczalne dowody w postaci mikrofilmów.
Nie obyło się również bez obrażeń ciała. Tarnuch doznał oparzeń 3 stopnia naśladując swego guru (samego Makłowicza) i pchając łapska nie tam gdzie trzeba…A propos gorących tematów – nasz dzielny Antek wraz z odnalezionym po latach quasi-bratem Dudka stali się bohaterami wieczoru. Wracając z „Promilka” przypadkowo natknęli się na języki ognia buchające wprost z osiedlowego śmietnika. Gdyby nie ich szybka reakcja i szybko wykręcony numerek całe śmietnikowe barachło poszłoby z dymem.
Ale nie tylko straż pożarna przybyła tej nocy na Puławską. Służby porządkowe bezczelnie zakłóciły nasz kulturalny bankiet grożąc nam wysoką grzywną i Trybunałem Konstytucyjnym. Świnie w mundurkach podłożyła nam nasza silna opozycja z Godzillą (liderka partii PiG – Papeć&Godzilla) na czele. Ale my się tak łatwo nie poddamy. Nawiązałyśmy już współpracę z samym detektywem Rutkowskim, który szuka obciążających dowodów na sąsiadkę z pierwszego. Miejmy jednak nadzieję, że z kolei w jej ręce nie wpadną taśmy Fejklo, które i nas nie przedstawiają w najkorzystniejszym świetle…
Długo by pisać o wszystkich figlach-miglach, hockach-klockach, hulankach i swawolach rozbisurmanionych gości. Jednego możemy sobie i Wam, Kochani, życzyć. Właściwie to dwóch rzeczy. Pierwsze primo, to oby jak najczęściej spędzać czas w tak zacnym towarzystwie. A drugie primo, to oby PiP wygrał wybory i zapanował nad całym światem. HAHAHA!
23.10.2007 :: 22:06 | Link | Komentuj (13)
Inspiracją do napisania dzisiejszej notki były polityczne wydarzenia ostatnich dni. A działo się sporo. Dudek aż tak przejął się tą całą sytuacją, że wyemigrował na parę dni do swojej rodzinnej wioski, coby udać się do urny. Tarnuch dupy co prawda nie ruszył, ale mentalnie wspierał Dudka i cichaczem trzymał kciuki za partię ĘĄ. Wyniki są już powszechnie znane, więc nie będziemy się nad tym dłużej rozwodzić. Miejmy nadzieję, że enta RP odrodzi się niczym legendarny fenix z popiołów i przestaniemy być już przedmiotem kpinek sąsiednich plemion. Jeśli jednak nic w tej kwestii nie ulegnie zmianie, to wtedy my, Kochani, wkroczymy na arenę polityczną! A to będzie prawdziwe wejście smoka! Mamy już wstępny zarys naszego przyszłego potencjalnego ugrupowania politycznego! Być może już w najbliższych wyborach (kto wie czy nie za parę miesięcy :D) będziecie mogli oddać swój głos na nową partię, o wdzięcznej nazwie PiP – Przyszłość i Profesjonalizm. Oto najważniejsze założenia programowe:
1. Jako że największe nadzieje pokładamy w rzeszy studentów, zapewnimy tej o to wiecznie uciskanej grupie, darmowe przejazdy i przeloty na terenie całego kraju.
2. Każdy student będzie miał zagwarantowaną bezpłatną stancję na nowych osiedlach z dostępem do megaszybkiego Internetu, złotym pakietem telewizji cyfrowej i możliwością korzystania z jacuzzi.
3. Żacy otrzymają specjalne karnety miesięczne upoważniające do otrzymania ciepłej strawy w poniższych jadłodajniach: Pizza Hut, Giuseppe, Greenway, Sfinx, restauracja hotelu Europa, KFC.
4. Na linii Puławska – UMCS – KUL – Krakowskie Przedmieście zbudowana zostanie linia metra zarezerwowana wyłącznie dla nas i dla naszych znajomych.
5. Na rok 2010 planowane jest utworzenie łańcucha górskiego w okolicach ulicy Puławskiej. Oczywiście nie zabraknie tam wyciągu narciarskiego, wiecznie ośnieżonych stoków, oscypków z grilla i wybornego grzańca.
6. Po drugiej stronie wyżej wymienionej ulicy w roku 2011 powstanie morze, z temperaturą wody nie spadającą poniżej 25 stopni Celsjusza. Nad bezpieczeństwem obywateli będzie czuwał zawsze gotowy do akcji i metody usta-usta, znany jako nieśmiertelne bożyszcze kobiet (i nie tylko!), sam David Hasselhoff!
7. Pozwolimy sobie również nieco zaingerować w intymne sprawy obywateli. Od roku 2013 przewiduje się, że na jedną kobietę będzie przypadać minimum dwóch mężczyzn.
8. Nasz blog zostanie wpisany na listę lektur obowiązkowych! Od roku 2014 planuje się nadać mu status epopei narodowej, a pomnik Mickiewicza na Rynku w Krakowie zostanie zastąpiony naszymi popiersiami.
9. Balcerowicz, szkodnik polski największy, musi odejść!!!
10. Taca z każdej niedzielnej mszy przeznaczona będzie na potrzeby finansowe naszej partii.
Jeśli chodzi o obsadzenie strategicznych stanowisk, to mamy następujące plany:
- liderem partii będzie Dudek, startujący z listy nr 007, z pozycji zero. Dudek ma szansę zostać nie tylko premierem, ale również Ministrem Oświaty i Edukacji oraz Ministrem Spraw Zagranicznych.
- Ministrem Zdrowia, Sprawiedliwości, KULtury i Dziewictwa Narodowego zostanie Tarnuch, który startuje z listy nr 007, z pozycji 69.
- stołek Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministra Transportu oraz Budownictwa piastować będzie sam Antek, startujący z tej samej listy, z pozycji siedzącej.
- reszta stanowisk będzie obsadzona w zależności od grubości portfela kandydatów. Tak więc każdy ma szanse, Mordy Wy Nasze!
Teraz już możecie spać spokojnie, bo przyszłość kraju jest w rękach profesjonalistów. PiP – Płać i Przytakuj! W specjalnej trosce o lepszą Polskę!
07.10.2007 :: 20:42 | Link | Komentuj (16)
Kochani!
Nastąpiła jesień. I to nie tylko za oknem, ale i w naszym życiu. Lata lecą, a nadzieje i perspektywy na przyszłość opadają niczym jesienne liście. Nawiedziła nas chandra nie raczywszy nawet nas o tym uprzedzić. A przecież zwykły sms by wystarczył! Co za faux pas!!! Wskutek tego nie mamy nawet sił, coby porządnie uczcić rozpoczęcie nowej ery - roku akademickiego 2007/08! A starałyśmy się. Wydałyśmy nawet kawał niezłego grosza (czyt. piętnaście złotych polskich) na wydarzenie tego miesiąca jakim był dwudniowy clubbing w naszym mieście. Czas jednak pozbyć się złudzeń. Clubbingowe to my nie jesteśmy! Migrowanie między jednym a drugim przybytkiem rozrywki to zbyt wielkie wyzwanie! My tam wolimy posadzić nasze szanowne cztery litery w jednym pubie i spokojnie sączyć trunki. Człowiek już w końcu swoje lata ma!
A tak w ogóle to u nas bez zmian. Nie licząc oczywiście Antka, który zajął pokój obok. Antek jest w dechę! Mało tego, że dobrze gotuje i o wszystkim można z nim pogadać, to jeszcze klimaciarz jeden pogrywa na gitarze, tudzież innych instrumentach, i specjalizuje się w zielarstwie. Te właśnie cechy zadecydowały przy wyborze naszego przyszłego współlokatora. Możemy śmiało stwierdzić, że to była trafna decyzja, choć nie było łatwo ją podjąć, gdyż nasze biurka wręcz uginały się pod stosem wniosków o pokój na naszej Puławszczyźnie. Całej reszcie serdecznie dziękujemy. Niestety w najbliższym czasie nie ma tu dla Was miejsca:P.
Okazuje się jednak, że i nasze miejscówki na tym mieszkaniu nie są w stu procentach pewne. Kilka dni temu złożył nam wizytę Marcin. Marcin Ka. Z małżonką. Z twarzy podobna zupełnie do nikogo. A Marcin? Nie uwierzycie!!!Jest jeszcze brzydszy od Pana Ka., jego biologicznego ojca! On i ta jego mimoza mają niecne plany uwicia sobie tutaj gniazdka! Ale my się nie damy tak łatwo! Będziemy apelować, wynajmiemy prawniczkę, Magdę M. (tą 20 lat później), a pani Anna Maria Wesołowska na pewno nas poprze! W najgorszym wypadku zgłosimy sprawę do "Interwencji" albo do "997"...Buehehhehehehe!
A wracając do jesiennej chandry...Kochani, czy macie jakiś sposób, aby pozbyć się tego pasożyta? Jesteśmy tak zdesperowane, że w grę wchodzą wszelkie możliwe sposoby zwalczenia tej przypadłości. Liczymy na Waszą pomocną dłoń!
Z poważaniem,
Wasze Paranoje!
28.06.2007 :: 21:14 | Link | Komentuj (12)
Ciąży nad nami klątwa ziemniaka. To już pewne. Jest to bowiem nasza trzecia batalia ze smrodem ziemniaczanym. A wierzcie nam, nie jest to łatwa potyczka i można przegrać przez nokaut. Nasza armia to dwa nieustraszone Aniołki Pana Ka. – Dudek i Tarnuch ;). Nasz przeciwnik natomiast to wór zgniłych, zapyziałych, walących odorem kartofli w asyście z larwami niezidentyfikowanych organizmów żywych (bezkręgowców :D) i muszek rozklapiuszek. Nasz pierwszy raz miał miejsce rok temu. To był piękny majowy wieczór, pachniały malwy i jaśminy, a pełnia księżyca sprawiała, że nastrój był wyjątkowo romantyczny. Do czasu… Będąc na balkonie nie chcący poruszyłyśmy wór zawierający kilka kilogramów ziemniaków vel prawdziwą broń biologiczną. Ach, co to był za smród!
Nie dość, że nietykane od kilku miesięcy kartofelki były w pełnej fazie butwienia, to na dodatek zostały wielokrotnie pokropione przez osiedlowe sierściuchy. Rzygać nam się chciało!
Musiałyśmy się nieźle nagimnastykować, coby pozbyć się tego świństwa. Długo by opisywać proces unicestwiania zagrożenia, faktem jest jednak, że byłyśmy zmuszone zrobić to pod osłoną nocy, aby nie narażać na gniew / pośmiewisko (niepotrzebne skreślić) sąsiadów. Niestety, wszystkie dowody zbrodni ewidentnie wskazywały na nas – z mieszkania buchał obrzydliwy fetor, a stróżka wyciekającej z worka mazi prowadziła do naszych drzwi.Rany boskie!
Nienauczone doświadczeniem przeżyłyśmy powtórkę z rozrywki w tym roku. I to dwukrotnie. Ostatnim razem to jednak nie my zawiniłyśmy. Nasza ex-współlokatorka zostawiłam nam nieświadomie małą niespodziankę. Jest to wielką traumą dla nas, więc nie chcemy do tego wracać…Wciąż czujemy ten smród pod nosem!
Jedno co nas dziwi, to fakt, że nasi wczorajsi goście nie wyczuli wstrętnej woni…W sumie to chyba wszyscy cierpieliśmy na anosmię, gdyż nikt nie okazał się wrażliwy na olfaktoryczne doznania. Prawdopodobnie ma to związek z dużą dawką bimbru, który wtłoczyłyśmy do swojego organizmu w ramach oblewania zakończonej sukcesem fucking sesji! Impreza była przednia. Jak to na Puławskiej. O dziwo, Godzilla nie wyszła ze swej pieczary, aby zionąć na nas ogniem, mimo iż dźwięki wydobywające się z gramofonu były dość głośne. Oprawa muzyczna zaskoczyła tym razem wszystkich. DJ postawił na stare dobre przeboje – nogi same rwały się do tańca. Noc została więc zwieńczona szalonymi pląsami na klubowym parkiecie i naszym brawurowym wykonaniem hitów PRL-u.
W taki oto sposób zakończyłyśmy kolejny rok akademicki. Bo niestety, nasi Kochani, to ostatnia notka w tym sezonie. Ale możecie być spokojni, WRÓCIMY TU JESZCZE!!!
22.06.2007 :: 23:00 | Link | Komentuj (5)
Znowu nawiedzili nas stróże prawa. Narobili nam niezłego obciachu, gdyż zadzwonili domofonem do wszystkich sąsiadów. Nikt nie był w stanie im otworzyć, ponieważ panowie robotnicy spieprzyli coś w zamku od drzwi. W rezultacie wszyscy zdezorientowani sąsiedzi wybiegli na klatkę i na nasze nieszczęście odkryli cel wizyty panów policjantów. A było ich dwóch… Zupełnie tak jak nas… :D:D:D
Nieproszeni wpakowali się do naszego pokoju i rozwalili się na kanapie. Następnie rozpoczęli przesłuchanie. Chcieli wiedzieć o nas wszystko. Pod gradobiciem pytań ujawniłyśmy wszelakie sekrety. Mają nawet nasze numery… ;)
Wbrew pozorom wizyta należała do tych przyjemnych. Nieświadoma niczego nasza współlokatorka, która przebywała wtedy w swojej komnacie, słysząc śmichy chichy i luzacką rozmowę, była przekonana, że znowu odwiedzili nas nasi starzy, dobrzy koledzy. Hmm… starzy może nie, ale nowi na pewno :D:D:D
Panowie postawili nam jeden ciężki zarzut: dlaczego ich nie zapraszamy na imprezki? Niestety nie miałyśmy alibi. Tym razem jednak skończyło się tylko na ostrzeżeniu, pod warunkiem, iż będą mogli gościć u nas na następnej prywatce. Zgodziłyśmy się. Ale tylko dlatego, że obiecali przynieść kajdanki!!! Uwielbiamy dewiantów! A zwłaszcza w mundurach… wrrr…
A propos tych ciągłych kontroli panów władz… Mamy wrażenie, że jesteśmy bez przerwy inwigilowane… Mamy podstawy, by twierdzić, że w mieszkaniu zainstalowano podsłuch…Kto wie czy nie ma też kamer? Kto wie, czy to nie jest jedno wielkie reality show, który ogląda cały świat! Totalny Big Brother. Nurtują nas tylko dwa pytania: kto wygra i co jest nagrodą? Nasza współlokatorka dzisiaj opuściła już Dom Wielkiego Ka. Zostałyśmy już tylko we dwie. A więc czas na Wielki Finał! Jeśli chcecie, aby wygrała Marzenka, wysyłajcie smsy o treści 1. Jeśli chcecie, aby Justynka zdobyła główna nagrodę, wysyłacie smsy o treści 2. Wśród biorących udział w głosowaniu rozlosujemy nagrodę w postaci naszego starego telewizora marki Philips. Bo nie wiem, czy wiecie Kochani, ale mamy nowy sprzęt RTV na chałupie. Nazywa się Kondor i nic Wam do tego :P
Jeśli chodzi zaś o casting na naszego przyszłego współlokatora, to trwa on nadal,a zgłoszenia przyjmujemy do końca września. Nie zwlekajcie, bo konkurencja nie śpi ;)
A tymczasem musimy Was pożegnać, bo wino się kończy, a zaczyna się "Mała Brytania" w Kondorze. Sorki za wszelkie błędy i usterki, ale butelka Blaufraenkischa robi swoje…Yeah! :DDD
08.06.2007 :: 21:00 | Link | Komentuj (13)
Prawdopodobnie od przyszłego roku akademickiego nasza współlokatorka z przyczyn zawodowych opuści nasze mieszkanie. Bolejemy nad tym faktem, ale zdajemy sobie sprawę, że to pieniądze rządzą tym światem, a na sentymenty nie ma miejsca! Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kochani, otwiera się przed Wami niepowtarzalna szansa: już od października możecie dzielić z nami kwaterę!
Aby spełnić swe marzenia i zostać naszym kamratem, wystarczy wysłać SMS pod wiadomy numer od treści: „BAJA BONGO” (rozpatrywane będą również wpisy w komentarzach, zgłoszenia drogą mejlową: justyna.marynowska@gmail.com / marzenat_86@poczta.onet.pl) oraz wiadomości na GG Justynka – 3179340 / Marzenka – 2208608).
Ale to nie wystarczy, aby dzielić z nami życie. Kolejny etap to test predyspozycji intelektualnych i rozmowa kwalifikacyjna przeprowadzona w wybranym języku obcym (w rachubę wchodzą języki: niemiecki, angielski, rosyjski, francuski, łacina i bengali). Po przeprowadzonej tu selekcji, przyjdzie czas na test umiejętności praktycznych w zakresie kulinariów, brikolażu i porządków (biorąc pod uwagę wszystkie nasze potrzeby, to będzie najtrudniejszy etap!).
Chcesz sprawdzić, czy masz szansę? Wykonaj poniższy test. Jeżeli na co najmniej 1 pytanie odpowiesz twierdząco, możesz śmiało się z nami kontaktować!
1. Jestem mężczyzną.
2. Jestem mężczyzną o inteligentnym poczuciu humoru.
3. Jestem mężczyzną w przedziale wiekowym 20- 30.
4. Jestem ciachowatym mężczyzną.
5. Jestem odważnym mężczyzną i nie lękam się potworów z pierwszego piętra.
6. Jestem mężczyzną nie mającym nic wspólnego z lingwistyką i psychologią.
7. Jestem mężczyzną i duszą towarzystwa.
8. Jestem mężczyzną pełnym życia i wigoru.
9. Jestem mężczyzną, któremu zasady savoir-vivru nie są obce.
10. Jestem mężczyzną, który czyta waszego bloga.
Czas…START!
31.05.2007 :: 23:21 | Link | Komentuj (6)
Właśnie przed chwilą pozbyłyśmy się tygodniowych odpadów zalegających w naszej ulubionej kuchni. Zwykle zawartość worów wzbudza w nas obrzydzenie, a wydzielający się fetor wywołuje odruch wymiotny. Tym razem jednak z czcią i sentymentem spoglądałyśmy na dziesięć worków Jana Niezbędnego, gdyż mieściły one w sobie wspomnienia z ostatniego weekendu. A to buteleczkę po CIN&CIN, którą to dzielnie opróżnił Dudek z Misiem przy jednym stole z Marzenką uczącą się wtedy na egzamin z Psychoprofilaktyki Patologii Społecznej, a to pudła po wyjątkowo nieudanej pizzy z Omenu, a to znowu garść szypułek po bezcennych truskawkach za 9 zł, których to Wojtek nie wytargował u czwanej pani na targu…
Zastanawiacie się pewnie teraz, kto tu u nas gościł ostatnim czasy…Kochani! Sama ZAAAAGRANICA! :D:D:D
Właśnie takich bachanalii było nam trzeba. Dzięki naszym gościom mogłyśmy się przenieść w klimat szalonych lat 70’, odkryć swoje prawdziwe JA przy pijackich rozmowach, czy też znaczenie poszerzyć swą wiedzę w dziedzinie farmakologii! (jak zapewnie już wiecie, Kochani, po psychologii i lingwistyce, farmacja to nasza druga specjalność :D). Przy okazji Dudek poznał całą prawdę na temat swoich brzydkich/brzoskwiniowych ręczników, a Tarnuch został cudownie uzdrowiony przy pomocy tajemniczego remedium. Dzięki wizycie Asi, Misia i Wojtka jesteśmy też w stanie wysnuć kilka wniosków na przyszłość. Pierwsze primo, to lampa pozbawiona wierzchniej warstwy kurzu świeci o wiele jaśniej! Drugie primo, to alkohol i gromkie śmichy chichy nie wpływają negatywnie na proces uczenia się. Trzecie primo, to nasza metrowa kozetka nie sprzyja zapadaniu w fazę REM…
Goście już dawno zwinęli żagle, a my nadal niczym samotne łódeczki błąkamy się po oceanie szarej rzeczywistości…Co więcej nie zanosi się na zawinięcie do portu, gdyż Zubilewicz, Kret i Zalewski zgodnie przepowiadają nadchodzący sztorm w postaci miesięcznej sesji. Na pokładzie ni majtków, ni kuka, ni matrosa! Jak zwykle jesteśmy zdane tylko na siebie!
Ale mimo tego nie jest z nami tak źle… Na pewno czytaliście już najnowsze wieści z Pudelka ;). Jeśli nie, to uprzejmie informujemy, że Dudek już oficjalnie rozpoczął swą międzynarodową karierę quasi-lingwisty, a Tarnuch wylądował w psychiatryku. Co prawda twierdzi, że jeździ tam tylko w ramach wolontariatu, ale Dudek zna prawdę i już zauważa pozytywne efekty terapii… :D:D:D
Ponadto wykazałyśmy się ostatnio sztuką erystyki w kontaktach z panem Ka. Rezultat? Mały, poręczny, zwrotny, energooszczędny, wszystkowciągający i czegotoniemający odkurzacz metalik firmy LG z ruchomą końcówką. Już nikt nie posądzi nas o syf, kiłę i mogiłę… (w chałupie rzecz jasna :D).
14.04.2007 :: 21:30 | Link | Komentuj (23)
Urwane z Choiny
Za górami, za lasami, pośród pól i łąk, tam gdzie diabeł mówi dobranoc, a przysłowiowe wrony zawracają, stoi mała drewniana chatka otoczona Choinami. W tej oto chatce spędziłyśmy ostatnią noc z grupą architektów. Było to ekscytujące przeżycie, którego nie da się w pełni wyrazić słowami. Postaramy się jednak krótko przedstawić wydarzenia ostatniej nocy. Czytelników o słabych nerwach, chcących uniknąć zbytniego pobudzenia emocjonalnego, prosimy o odejście od monitorów. ;););)
Już sama data (piątek 13!) wskazywała, iż ten dzień będzie wyjątkowy. Zaczęło się od tego, że w wyniku lekkiego wiosennego rozkojarzenia wsiadłyśmy do 13 (czyżby jakieś fatum?), która bynajmniej nie dojechała do dworca PKS...W wyniku wielu perypetii odnalazłyśmy właściwy szlak dzięki niezawodnym drogowskazom w postaci dwóch sex-shopów na ulicy Zamojskiej. :) Lekkie, godzinne spóźnienie na szczęście nie wpłynęło na nasze relacje interpersonalne z ziomkami z AR. :):):)
Okazało się, że naszym celem jest malownicza mieścina o wdzięcznej nazwie zaczynającej się literą Ł. (Łucka? Łucków? Łucki? hmm...)
Tak czy siak był to raj na ziemi! Miejsce Tatrą i Gruszką Sandomierską płynące!Wspaniały gospodarz, świetne towarzystwo, dobra nuta, płonące ognisko, szumiące Choiny ;)...Istna sielanka!
Pomimo pulsującego w żyłach alkoholu coś tam spamiętałyśmy z tej imprezy. Urzekły nas przede wszystkim konwersacje z uroczymi studentami architektury krajobrazu ( i nie tylko!). Pełna kultura! Poprzychodzili w krawatach, podtykali nam pod nos złocisty napój z chmielową nutką, częstowali mięsiwem, rwali do tańca, hulanek i swawoli. Nikt się nawet nie zorientował, że przyszłyśmy tam na sępa...:) Czegóż można chcieć więcej? :D:D:D
Jeżeli ktoś opadł z sił, mógł w każej chwili wdrapać się na pięterko i udać się na spoczynek przy kominku w iście góralskich klimatach. Kochani! Szkoda, że nie miałyśmy ze sobą czasowstrzymywacza!!!
Powrót był już mnie przyjemny, jako iż musiałyśmy pokonać długą drogę dzielącą nas od cywilizacji. Ok. 5 rano czasu wschodnioeuropejskiego udało nam się złapać rozklekotanego busa do Lublina. Garstka współpasażerów dziwnie reagowała na naszą obecność. Mamy powody twierdzić, że działo się to za sprawą naszego, niekoniecznie przyjemnego, zapachu. Ogniskowy dym na trwałe wniknął w naszą garderobę, począwszy od kufajek, na trzewikach kończąc. Rozczochrane czupryny, brudne kończyny, elementy flory i fauny, które również zdążyły zagnieździć się w naszych kaftanach, miały prawo wzbudzać podejrzenie.
Jak na złość, nie udało nam się uniknąć spotkania z wścibskimi sąsiadami z naszej klatki. Jeden z naszych ulubionych mieszkańców Puławskiej zaczął nawet zadawać nam niewygodne pytania, dotyczące okoliczności naszego powrotu o 6 rano!Zna nas za dobrze, aby uwierzyć, iż rankiem świtkiem udałyśmy się na jogging. Aby wyjść z twarzą z całej sytuacji, posłużyłyśmy się staropolskim powiedzeniem "KTO RANO WSTAJE, TEMU PAN BÓG DAJE", po czym dotoczyłyśmy się do mieszkania, gdzie dopiero ległyśmy do wyrka.
29.03.2007 :: 23:17 | Link | Komentuj (26)
Do Precla Greckiego!
Preclu Grecki, bułeczko moja! Ty jesteś jak zdrowie,
Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto Cię wszamał. Dziś smak Twój w całej ozdobie
Czuję i opisuję, bo tęsknię po Tobie!
Piekarzu, który ciasto o brzasku jutrzenki wyrabiasz,
I krąglutkie precelki do pieca wkładasz!Ty, co lud lubelski,
karmisz co rana, niechaj Twoja sztuka będzie uprawiana,
również na Puławskiej!Toć każdego ranka, gdy oczy otwieram,
zdaje mnie się wówczas, że głodem przymieram,
bo Ciebie Preclu nie ma!
Wielkieś mi uczynił pustki w żołądku moim,
Z piekarni błyskawicznym zniknięciem swoim!
Pełen był (żołądek), a jakoby niczego nie było:
Jednym maluczkim Preclem tak wiele ubyło.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A brzuszek swej pociechy darmo upatruje.
Dla Twego smaku życia bym nie skąpiła,
Po Twą pyszotę do piekieł bym zstąpiła;
I ciągle sobie powtarzam pytanko,
Kiedy znów wpadniesz do mnie na śniadanko!